niedziela, 23 czerwca 2013

11. Rozdział 11

Justin cały poprzedni wieczór rozmyślał nad Karlie. Sam nie wiedział czemu, jednak myśląc o niej śmiał się sam do siebie. To jest naprawdę super mieć kogoś z kim ma się same dobre wspomnienia. To się nie zdarza i chłopak zastanawiał się jak to możliwe, że modelka nie kojarzy mu się z niczym złym. Przecież każdy ma jakieś wady, a ona zdawała się ich nie mieć. Mimo to chłopak nie mógł pozwolić, żeby zbyt bliska znajomość z nią przyćmiła go w jakiś sposób.
Tego ranka jednak, jego głowę zaprzątała zupełnie inna kobieta. Zupełnie różna od Karlie i szalenie pociągająca. Mimo swojej skromności i takiej zwyczajności, było w niej coś, co Justina do niej ciągło. Może to wspomnienia z dzieciństwa, o ukochanej dziewczynie. Może po prostu nie tyle go do niej ciągnie, ale bardziej ciekawi co robiła przez ostatnie lata i jak bardzo zmieniła się odkąd ostatnio się widzieli.
Dzisiaj Justin miał do załatwienia kilka spraw związanych z ważnym występem, oraz spotkanie z fanami w centrum handlowym. Wstał bardzo wcześnie i zaczął robić wszystko tak żeby zdążyć na spotkanie z Sam. Nie chciał jej znowu zawieść.
Koło 10 a.m. siedział w biurze swojego menagera, który omawiał sprawy techniczne z organizatorem show na które go zaprosili. Piekielnie się nudził i nie mógł się doczekać spotkania o 3 p.m. Nie zwracał uwagi na to o czym mówili i zaczął rozmyślać o różnych rzeczach, które przydarzyły mu się ostatnio i tych, które się niedługo wydarzą. Dzięki temu w niezwykle szybkim tempie na zegarkach wybiła godzina 11 a.m. i chłopak ze swoim menagerem kierowali się w stronę centrum handlowego, gdzie miało odbyć się spotkanie z fanami.
Z Belieberkami czas zawsze leci mu szybko, więc nawet się nie obejrzał a było po 2 p.m. Na szczęście spotkanie dobiegło końca i chłopak mógł odetchnąć z ulgą, że zdąży podjechać do pod szkołę Samathy zanim ona skończy lekcje.
Młody gwiazdor siedział za kierownicą swojego nowego samochodu i śpiewał wszystkie piosenki jakie leciały w radio, śmiejąc się sam do siebie z własnej głupoty. Cieszył się jak dziecko z głupiego spotkania z dziewczyną. Już dawno tak nie miał. To było niesamowite uczucie. Zdawało mu się, że może wszystko.
Widząc szary budynek szkoły, nastolatek zwolnił i już chwilę później zaparkował w wolnym miejscu na parkingu. Spojrzał na zegarek i zauważył, że przybył chwilę przed czasem. Wyjął ze schowka samochodowego, okulary przeciwsłoneczne. Przeczesał włosy przed lusterkiem aucie i założył okulary na nos. Wysiadł z samochodu i zamknął drzwiczki. Oparł się o maskę wdychając gorące, ale świeże powietrze. Chwilę później ze szkoły zaczęli wychodzić ludzie. Coraz większy tłum zbierał się koło Justina, którego nawet to nie mogło teraz zirytować. Pospiesznie szukał wzrokiem Sam, starając się zignorować coraz głośniejsze piski nastolatek. Kilka z nich podbiegło, bo chciało sobie zrobić z nim zdjęcie, niektóre prosiły również o autograf. Chłopak nie chciał odmawiać, nigdy tego nie robi swoim fanom, więc dosyć szybko podpisał się w każdym podanym mu zeszycie i zaczął pośpiesznie robić sobie zdjęcia z dziewczynami. Wszystkie fotki zrobił swoim Iphonem.
- Wstawie je dzisiaj na twittera. – powiedział im i miło się uśmiechnął, chowając telefon do kieszeni swoich opuszczonych spodni. Wtedy właśnie zobaczył osobę dla której tu jest i uśmiechnął się jeszcze szerzej, o ile to było możliwe. Próbował udawać wyluzowanego, chociaż tak naprawdę trochę się stresował tym spotkaniem. Sam nie wiedział do końca czemu. Przyjął pozycję jaką miał przed spotkaniem wszystkich fanek i rozmawiał z nimi o głupotach co chwilę, ukratkiem spoglądając na Samanthę.
Dziewczyna gdy tylko zobaczyła go opartego o maskę samochodu, w ciemnych okularach ze śnieżnobiałym uśmiechem, momentalnie przyspieszyła kroku, zostawiając swoje koleżanki z tyłu i szeroko się do niego uśmiechnęła. Zza jej pleców zaczęły dochodzić głośne piski, a ona jak gdyby nigdy nic podeszła do niego, witając się z nim całując go w policzek, na chwilę się przy nim zatrzymując. Spojrzała w oczy chłopaka i zobaczyła w nich radosne iskierki.  Posłała w jego kierunku jeszcze szerszy uśmiech, a po chwil szepnęła - jedziemy? - Przerywając tym samym panującą między nimi ciszę.
Brązowooki skinął delikatnie głową, dając znak, że się zgadza, a już po chwili stał przy drzwiach od strony pasażera otwierając je przed Samanthą. Zamknął je za nią i szybkim krokiem okrążył samochód i wsiadł do samochodu.  Nastolatki, które cieszyły się jego obecnością zaczęły buczeć, jedna się nawet popłakała, ale Justin posłał jej całusa, co dziewczyna odwzajemniła uśmiechem. Samantha odchrząknęła by zwrócić jego uwagę z powrotem na siebie.
- Gdzie chcesz jechać? Zgaduję, że jesteś głodna, co nie?- zapytał posyłając jej szczery uśmiech.
- Ba! Umieram z głodu! - odpowiedziała odwzajemniając uśmiech. Czuł się niesamowicie w jej towarzystwie, mimo że spędził z nią dopiero kilka minut. To wszystko wydawało się być idealne. Dziewczyna była śliczna, gęste rzęsy okalały jej duże oczy, a na nosie miała pojedyncze piegi dodające jej uroku. I zupełnie nie przejmowała się tym, że jest sławny, przecież znała go już tyle lat!  Brakowało mu tej swobody w rozmowach, jaka otaczała go w jej towarzystwie.
- No to może opowiesz mi co się u Ciebie działo przez te kilka lat.- zagadnął coraz bardziej niecierpliwiąc się na jej opowieść. Był tego ciekaw jak niczego innego.
- Nie działo się nic takiego. Jestem zwykłą nastolatką z nudnym życiem, nie to co Ty! Wielka gwiazda, znana na całym świecie! Bożyszcze nastolatek! Jak to jest być sławnym?- zapytała z zainteresowaniem, starając się odciągnąć rozmowę od jej osoby.
- To świetne uczucie, chociaż czasem bardzo męczące... - zaczął opowiadać.
***
- Karlie, Kochanie! Skup się! Nie mamy na to całego życia! Pokaz już za 5 dni! Musisz wypaść świetnie!- krzyczała Marie. Stresowała się tym pokazem bardziej niż jej podopieczna. Wiedziała, że jest on swego rodzaju bramą do wyższego szczebla kariery.
- Marie, uspokój się! Obie wiemy, że wypadnę świetnie i wzrok wszystkich osób tam zgromadzonych będzie spoczywał na mnie. Jak zawsze.- powiedziała znudzona tym wszystkim blondynka. Właśnie w tej chwili odczuła wielką potrzebę rozrywki. Chciała spędzić trochę czasu ze swoją najlepszą przyjaciółką, w końcu ta przyjechała do niej na 3 tygodnie, a prawie tydzień z tego już minął, mimo że dziewczyny spędziły ze sobą bardzo mało czasu. Myślami znajdowała się przy Alex. Postanowiła spędzić z nią jak najwięcej czasu żeby potem nie pluć sobie w twarz, że kolejny raz przez większość wizyty dziewczyna zdana była na samą siebie.
- Karlie, chciałam Ci kogoś przedstawić.- głos menagerki wyrwał ją z zamyślenia. Delikatnie potrząsnęła głową, aby odpędzić od siebie myśli, które krążyły po jej głowie i spojrzała przed siebie. Wysoki, szczupły, jednak dobrze zbudowany chłopak o niesamowitych oczach i cudownym uśmiechu wpatrywał się w nią pożądliwym wzrokiem. Prychnęła cicho pod nosem, mając nadzieję, że tego nie usłyszy. Przybrała swoją obojętną minę.
- Jestem Karlie, ale jestem pewna, że to już wiesz. - rzuciła chłodnym tonem, jednak chłopak nawet na to nie zareagował.
- Francisco. - powiedział z uśmiechem wyciągając w jej kierunku dłoń. W jej głowie zaczęło krążyć jego imię. Skądś je kojarzyła. Tego była pewna. Dopiero po chwili delikatnie uderzyła się w czoło.
- Czekaj, czy Ty przypadkiem nie jesteś modelem?- zapytała, a na jego twarz wkradł się jeszcze szerszy uśmiech.
- Tak, dlatego też tu jestem. Mamy wziąć udział we wspólnej sesji.
- Marie, chciałabyś mi coś jeszcze powiedzieć?- zapytała patrząc z ostrą miną na swoją menagerkę.
- Em, no tak jakby.. masz jutro sesję. Nie mówiłam Ci? Musiało wypaść mi z głowy.- odpowiedziała, a na jej twarzy pojawił się cień zakłopotania.
- Powiedz mi przynajmniej o której.- powiedziała w dalszym ciągu poddenerwowana.
- Podaj mi swój adres to po Ciebie podjadę.- powiedział uśmiechając się. Dziewczyna zaczęła się zastanawiać czy jego uśmiech kiedykolwiek schodzi z twarzy. W prawdzie był naprawdę uroczy jednak z każdą chwilą coraz bardziej irytujący. Wywróciła oczami i chwyciła kartkę leżącą niedaleko, rozejrzała się w poszukiwaniu długopisu i już po chwili podała chłopakowi swój adres.
- Będę po Ciebie o 9. Nie spóźnij się!- rzucił. Normalnie pewnie by jej się to spodobało, jednak nie w tym wypadku Aktualnie jej myśli krążyły wokół brązowookiego. Sama nie wiedziała dlaczego tak jest. W jednej chwili przemknęło jej przez myśl, że już się za nim stęskniła. Ale jak to? Przecież widzieli się niecałe 24 godziny temu. Poza tym nie byli razem, prawda? Poza tym to Karlie, ona NIE TĘSKNI! Postanowiła wyjść na chwilę i zadzwonić do niego, żeby chociaż przez chwilę usłyszeć jego głos.
- Karlie, koniec przerwy! Wracamy do prób. - zarządziła Marie. "To ja miałam jakąś przerwę?" przemknęło przez jej myśl. Nie chcąc jednak powodować kolejnej kłótni po prostu wykonała polecenie menagerki i znowu zaczęła bezsensownie krążyć po holu ćwicząc przy tym różne miny.

- O! Ta mina jest świetna! Jeśli przejdziesz z nią przez wybieg, spełnisz swoje zadanie i przyciągniesz uwagę wszystkich gości!
~~~
Przepraszamy za błędy i mamy nadzieję, że Wam się podobał. 
A&J 

niedziela, 16 czerwca 2013

10. Rozdział 10

Spojrzał na wyświetlacz telefonu i zniecierpliwiony dwugodzinnym oczekiwaniem na wizytę u prywatnego lekarza, przewrócił oczami. Westchnął z rezygnacją czując upływ kolejnej chwili, pragnąc jak najszybciej wrócić do domu i położyć ukochaną siostrzyczkę do łóżka.
- Just...- Jazzy położyła malutką rączkę na splecionych ze sobą dłoniach chłopaka, zwracając tym jego uwagę. Spojrzał na nią z uśmiechem, sadzając ją sobie na kolanach. Delikatnie oparła główkę o klatkę piersiową Justina, bawiąc się jego kciukami. Po kilkudziesięciu minutach w końcu padło ich nazwisko, co zmusiło chłopaka do obudzenia śpiącej na jego kolanach kruszynki. Wziął ją a ręce idąc w kierunku gabinetu, w którym przyjmował ich lekarz. Usadził dziewczynkę na kozetce po czym sam usiał na stojącym nieopodal krześle. Dokładnie opowiedział doktorowi co dolega Jazzy, a następnie za jego poleceniem rozebrał koszulkę dziewczynki umożliwiając jej osłuchanie. Chwilę później z powrotem nałożył jej koszulkę po czym wziął ją na ręce i usadził na swoich kolanach, gdzie dziewczynka czuła się najlepiej.
Po wszystkim lekarz dał chłopakowi receptę na różnego rodzaju syropy i witaminy
oraz dokładną rozpiskę co podawać o jakiej porze. Mimo wszystko wytłumaczył mu raz jeszcze wszystkie zalecenia, których wysłuchał ze szczególną uwagą starając się zapamiętać każdy detal, co chwilę przytakując głową. Po zakończonej wizycie szczerze podziękował doktorowi i z siostrą na rękach udał się do samochodu. Posadził ją w foteliku na tyle samochodu i dokładnie przypiął pasami. Pół godziny później zaparkował pod sporych rozmiarów domem. Po drodze zdążyli wstąpić do sklepu aby wykupić lekarstwa i kupić dziewczynce ogromnego misia, który znacznie poprawił jej humor.
*tymczasem u Karlie*
- Słuchaj.. Mam tutaj parę umów, które musi podpisać Justin w związku z waszą współpracą. Niestety nie mogę tego załatwić. Wiem, że masz tylko 2 godziny przerwy, ale podjedź do niego i mi to załatw, dobra?- zapytała Marie na co dziewczyna spojrzała na nią spod byka, nie mając najmniejszej ochoty na wykonanie jej prośby.
- Dobra.. tylko zapisz mi gdzieś jego adres, bo nie wiem gdzie on mieszka. - powiedziała z niechęcią.
- Dam ci mój samochód, tylko uważaj i go nie rozbij.- rzuciła, mrucząc ostatnie słowa pod nosem, chwytając w dłoń pierwszą lepszą kartkę i zapisując na niej adres chłopaka. Chwilę później chwyciła dokumenty, które miała zabrać, klucze i kartkę z adresem i udała się w kierunku samochodu menagerki. Po drodze wpadła na - jak jej się wydawało - genialny pomysł. Wyciągnęła z torebki telefon i wybrała numer chłopaka. Odebrał dopiero za trzecim razem.
- Halo?- powiedział do słuchawki prawdopodobnie nie zdając sobie sprawy z tego, z kim rozmawia.
- Mam ci do podrzucenia pare świstków, nie mógłbyś po nie przyjechać?- zapytała bez zbędnego owijania z bawełnę.
- Nie mogę teraz. Jestem na serio uziemiony w domu na jakiś czas. Przyjechałbym, ale nie mogę stąd w żaden sposób wyjść, więc jak będę miał chwilę później to podjadę. – tłumaczył się.
- Okay. – odpowiedziała.– Nie przeszkadzam w takim razie. Do zobaczenia. – dodała po chwili po czym cmoknęła do telefonu wywołując śmiech chłopaka i rozłączyła się. Ostatecznie postanowiła załatwić to sama i szybkim krokiem udała się do samochodu. Po około 15 minutach już parkowała pod willą Biebera. Podeszła do drzwi frontowych i nacisnęła dzwonek po lewej stronie drzwi. Już chwilę później usłyszała zbliżające się kroki. Drzwi delikatnie się uchyliły, a w nich pojawił się Justin trzymający małą dziewczynkę na rękach. Na twarzy dziewczyny pojawiło się zdezorientowanie. Nie miała pojęcia kim była ślicznotka trzymana przez chłopaka. Pierwszą rzeczą jaka przyszła jej na myśl było coś niezbyt prawdopodobnego. Bieberowi nie udałoby się przecież ukryć przed światem faktu, że ma dziecko. Zganiła się za swoje myśli. Justin uśmiechnął się na jej widok i przesunął delikatnie w bok zapraszając do domu. 
- Cześć, jestem Karlie, a Ty?- zapytała posyłając słodki uśmiech w kierunku dziewczynki.
- Jazzy.- odpowiedziała zawstydzona chowając twarz w ramionach chłopaka.
- Nie wstydź się mała. To ta Karlie o której ci opowiadałem. Moja koleżanka. - Karlie zaśmiała się nerwowo, a w jej głowie zaczęły krążyć myśli: "co jeżeli to jest jego córka i on szuka matki dla niej i opowiadał jej o mnie. O MÓJ BOŻE!! On jej o mnie opowiadał, co oznacza tylko jedno… zakochał się we mnie i chce stworzyć prawdziwy dom. JA JESTEM ZA MŁODA!". Potrząsnęła głową starając się je odrzucić.
- Justin.. kiedy wróci mama? – Jazzy spytała cichutko Bieber, na co dziewczyna odetchnęła z ulgą..Po chwili w jej głowie zaczęły rodzić się kolejne pytania. Dalej nie potrafiła zrozumieć sytuacji w jakiej się znajdowała, a jej myśli zaczęły robić się coraz dziwniejsze: "To co tu jest kurde grane? Jakiś trójkąt chcą zrobić?! O NIE NIE NIE!! Nie będzie się tu takich rzeczy przy dziecku wyprawiało!"
- Mama z Jaxonem, wrócą za godzinę. Powinnaś się jeszcze przespać, bo jesteś chora. – pocałował ją w czoło, a Karlie poczuła się słabo. "To jest jeszcze jakiś chłopiec? Nie ogarniam tego. Umrę."- myślała. Chłopak zaniósł dziewczynkę na górę. Gdy wrócił gestem ręki zaprosił Karlie do salonu.
- Moja siostra jest przesłodką istotą, zwłaszcza wtedy gdy chce jej się spać. – zaśmiał się i wskazał dziewczynie miejsce na sofie. Gdy tylko usłyszała, że nazywa on dziewczynkę siostrą odetchnęła z ulgą i usiadła we wskazanym przez niego miejscu.
- Bardzo słodka dziewczynka. Mam nadzieję, że będę miała okazję ją jeszcze lepiej poznać.– posłała w kierunku chłopaka uśmiech, a on kiwnął głową na tak.
- Z pewnością.– seksownie mrucząc jej do ucha.. – To co cię do mnie sprowadza? – spytał bardzo oficjalnie odsuwając się od niej.
- Mam jakieś papierki, które musisz podpisać. Marie nie miała czasu, więc wysłała mnie. – wyjaśniła szybko.


- Miałem nadzieję, że wyznasz mi miłość i będziemy się namiętnie kochać na kanapie, a ty mi o jakichś papierkach. Pff.. – powiedział poważnie, kładąc się na jej udach. – To co? Może jednak? – spytał bawiąc się dłonią dziewczyny, co chwilę składając na niej delikatne pocałunki, co wydawało jej się dziwne ze względu na łączące ich relacje. Zignorowała jednak tę myśl i wolną dłoń wplotła we włosy chłopaka po czym zaczęła się nimi bawić.
- Oh Bieber! – westchnęła cicho, a zaraz potem się zaśmiała. – Po cholerę ja tu jeszcze siedzę? – spojrzała w dół na twarz chłopaka leżącą na jej kolanach.
- Bo za mną tęskniłaś i to jest taka nasza gra wstępna na dzisiaj? – powiedział pytająco i podniósł się do góry. – Chodź do mnie skoro już tu jesteś. – uśmiechnął się i wskazał ręką na schody. Poszłam w wyznaczonym kierunku i chwilę później byliśmy u niego w pokoju.
- To co Bieberku.. podpiszesz mi te pap.. – Karlie nie zdążyła dokończyć, bo Justin zamknął jej usta namiętnym pocałunkiem. Nie przestając jej całować, rzucił ją na swoje dwuosobowe łóżko. Jego ręce były wszędzie, ale dziewczyna nie była mu dłużna. Zaczęła podnosić jego koszulkę i jednocześnie zachłannie całować jego szyję. Wtedy właśnie usłyszeli skrzypnięcie drzwi.
- Justin.. chce mi się kupkę. – mała Jazzy weszła do pokoju i podeszła do łóżka. – to twoja dziewczyna? – spytała z ciekawością.
Bieber był zmieszany i szybko usiadł poprawiając swoją koszulkę. Karlie zrobiła to samo i uśmiechnęła się do dziewczynki.
- Nie kochanie. To moja koleżanka z pracy. – powiedział schylając się do niej. – yyy.. Karlie.. to my zaraz, znaczy ja.. zaraz wrócę. Idziemy zrobić kupkę. – powiedział do swojego gościa i zakłopotany wyszedł z małą siostrzyczką na rękach.
Modelka zaśmiała się sama do siebie i położyła się plackiem na łóżku. Zapach, który poczuła był strasznie pociągający i przypominał jej zapach jej pościeli po nocy z Bieberem. Mogłaby tak leżeć cały dzień, ale Justin w końcu wrócił.
- Ręce umyłeś mam nadzieję.. – zaśmiała się Karlie, kiedy chłopak zamykał za sobą drzwi.
- Nie musiałem ich myć, bo mama z moim młodszym bratem wrócili na czas do domu. – powiedział przekręcając klucz w drzwiach.
-Czyli się wykręciłeś od kupki.. – uniosła brew i szturchnęła go w ramię. – Zaraz muszę wracać, więc podpisz te dokumenty w końcu. – zasugerowała mu i położyła się znowu na łóżku.
- A co będę za to miał? – dopytywał się piosenkarz skacząc koło niej na posłaniu.
Nie odpowiedziała mu na pytanie, więc położył się na niej i zaczął ją delikatnie całować po kościach policzkowych.
- Tak się zastanawiam Bieber, czy my aby nie za dużo razy pieprzyliśmy się jak na tak krótką znajomość? Poza tym dobrze wiemy, że publicznie nie potrafilibyśmy siebie nawzajem znieść.. – dziewczyna mówiła, ale chłopak zszedł tylko z pocałunkami na szyję. –Justin. – powiedziała, bo ją olał.
- Musisz psuć tak miłą chwilę? – podniósł na nią wzrok, a ona rozluźniła się i opadła na poduszkę. Bieber natomiast wrócił do poprzedniej czynności tym razem złączając ich wargi.
- Nie miałeś mi czegoś podpisać? – wysapała po chwili, przerywając tym samym gorący pocałunek.
- Ohh Zamknij się! – chłopak zsunął się z modelki i teraz leżał obok, nie na niej.
Spojrzała w górę na czarny sufit pokoju swojego… przyjaciela? Nie, raczej znajomego. Zastanawiała się o co w tym wszystkim chodzi i dlaczego Bieber tak bardzo ją kręci. Ona go nawet nie zna, w sumie sama nie wie czy go lubi. Ich pierwsze spotkanie nie było najlepsze i za każdym razem jak pokażą się razem publicznie, można domyślić się, że będą się nienawidzić. Za bardzo zależy im na sławie, żeby pozwalać na przyćmienie przez kogokolwiek. Nie ważne, czy byłby to przyjaciel czy ktoś z rodziny. Tym bardziej jeśli byłby to ktoś z nawet nie bliskich znajomych.
Dziewczyna wyrwała się z zamyślenia i spojrzała na chłopaka leżącego obok niej. Szturchnęła go łokciem, ale on odwrócił głowę w bok.
-Ej! – znów go szturchnęła i tym razem nie zrobił nic. – Obraziłeś się? – spytała pochylając się nad nim.
Nie odpowiedział nic, więc pocałowała go w usta. Wtedy on objął dłońmi jej talię i przyciągnął do siebie.
-Zachowujemy się jak para. – szepnął chłopak po chwili kiedy to on znowu był nad nią.
- Wiem, ale nią nie jesteśmy i nigdy nie będziemy. – uśmiechnęła się do niego ze szczerością, co młody piosenkarz z chęcią odwzajemnił.
- Wiem, że to głupio zabrzmi, ale cieszę się, że podchodzimy do tego tak samo. – cmoknął ją w usta. – to gdzie masz te papiery? – spytał chcą z niej zejść, ale tym razem to ona przyciągnęła go do siebie i zaczęła namiętnie całować.
- Justin gdzie jest.. umm przepraszam. – do pokoju weszła matka Justina.
- Cześć mamo. – chłopak uśmiechnął się schodząc z lekko zarumienionej dziewczyny. – to jest Karlie. Pracujemy razem.. – powiedział, chociaż dokładnie zdawał sobie sprawę z tego jak głupio to brzmi. Przecież ludzie pracujący ze sobą, nie siedzą u siebie w domu i nie całują się w ten sposób, ale nie wiedział co ma powiedzieć. W końcu to co powiedział było prawdą, chociaż trochę dziwną, ale prawdą.
- Dzień dobry. – powiedziała modelka z nieśmiałym uśmiechem, co było do niej zupełnie nie podobne. Jednak kobieta w średnim wieku, nie wiedzieć czemu, strasznie ją zestresowała.
 - Dzień dobry. To ja wam nie przeszkadzam. – uśmiechnęła się i nie czekając na odpowiedź, wyszła.
Justin znowu pochylił się nad dziewczyną, żeby złożyć na jej ustach kolejny pocałunek, jednak ona lekko go odepchnęła i usiadła poprawiając pomiętą bluzkę.
- Muszę już wracać. Moje przerwa kończy się.. – spojrzała na zegarek i bardzo szybko podniosła się z miejsca. – 30 minut temu się skończyła! Zabiją mnie. – powiedziała i usiadła znowu.
Chłopak wziął papiery i przeglądając pośpiesznie, podpisał je.
- Dziękuję. Zadzwoń czy coś.  – powiedziała i chwyciła za klamkę, gotowa do wyjścia. Jednak Bieber przyciągnął ją do siebie tak, że siedziała teraz na jego kolanach.
- Jasne. Ja zadzwonię, a ty znowu nie odbierzesz. – powiedział robiąc smutną minkę. – albo napiszę smsa, a ty mnie olejesz. Justinkowi jest smutno. – powiedział robiąc w jej stronę Dziubek.
- Oj przestań. Jakoś się spotkamy niedługo. – cmoknęła go w nos, olewając wystawione wargi, czekające na pocałunek.
Piosenkarz z grymasem pomógł jej wstać i odprowadził do drzwi wejściowych.
- Do zobaczenia. – powiedziała do niego i słodko się uśmiechnęła.

~~~


Dziękujemy za odwiedziny i komentarze. ;) Nie miałyśmy czasu, żeby dodać rozdział wczoraj, za co serdecznie przepraszamy. <3 Kolejna notka pojawi się za tydzień i dodamy ją razem w Łodzi :D u mnieee! ;) Annie przyjeżdża na moją imprezę z okazji 18 urodzin, będzie chlanie.. ale zanim to się stanie, dodamy rozdział ;D
Nie mam pojęcia co Wam tu jeszcze napisać...
Chciałybyśmy, żeby nasze opowiadanie podobało się chociaż kilku osobą. Więc jeśli czytasz, napisz co myślisz o rozdziale. :) Będziemy bardzo wdzięczne. 

Juka&Annie

+ jeśli chcecie być informowani o nowych notkach po prostu kliknijcie follow na naszym koncie @karliesworld lub zostawcie w komentarzu nazwę swojego twittera <3

niedziela, 9 czerwca 2013

09. Rozdział 9

- Halo? – Samatha odeprała po trzech sygnałach.
- Cześć. – Justin uśmiechnął się sam do siebie. – Miałabyś czas spotkać się ze starym przyjacielem? – spytał skubiąc kawałek białej, obcisłej koszulki.
- Jasne. Przyjedziesz po mnie pod szkołę za dwa dni? Kończę zajęcia koło 3 po południu.- zaproponowała.
- Nie ma sprawy, wyślij mi adres smsem. – mówił ożywiony.
Jeszcze chwilę pogawędzili i dziewczyna się rozłączyła.
Sam jest niską brunetką, o ciemno-brązowych oczach. Justin miał do niej wielki sentyment. Jego pierwsza, nieodwzajemniona miłość. Minęło sporo lat, ponieważ kiedy Justin zaczynał karierę, jej już od ponad roku nie było w jego życiu. Stracili kontakt, on sam nie wie dlaczego i myślał, że to już na zawsze, że nigdy jej nie spotka, a teraz jest bardzo ciekaw jak potoczyło się jej życie.
***
Dźwięk smsa rozniósł się po całym pomieszczeniu, jednak nikogo w nim nie było i chwilę później można było słyszeć ciszę i jakieś przytłumione odgłosy dochodzące z końca korytarza.
- Karlie! Skup się! Za tydzień masz pokaz w Paryżu i musisz do niego ćwiczyć! Jezu! Co z tym dzieckiem się dzieje! – krzyczała Marie.
- Dobra. Jasne, ale w moim domu czeka na mnie przyjaciółka, więc trochę mi się spieszy. – odwarknęła.
- Trochę profesjonalizmu dziewczyno. Nie jesteś tutaj znowu taka strasznie ważna.. – zaczął menager Biebera, który wyłonił się zza kilku innych osób.
- Oh cóż! Założymy się? – zakpiła z niego. Dziewczyna od dawna, nie miała szacunku prawie do nikogo. Nie ważne czy starszy i czy bardziej doświadczony, ona musiała być górą. – Beze mnie nie zrobilibyście nic. Jestem wam potrzebna. – mówiła opanowana z lekkim uśmiechem.
- Wiesz ile dziewczyn chciałoby być na twoim miejscu? Wcale nie jesteś tak bardzo od nich lepsza, po prostu musiałyby trochę poćwiczyć, ale byłyby na pewno bardziej wdzięczne niż ty za taką szansę. Bo wystąpienie w dwóch najważniejszych kreacjach wieczoru na pokazie jednego z najwybitniejszych projektantów na świecie jest ogromną szansą. – menegerka próbowała jej objaśnić kilka spraw.
- Nie gorączkuj się Marie. Gdyby można było mnie tak łatwo zastąpić jakąś pierwszą lepszą, to dawno byście to zrobili i nie wciskajcie mi kitów o jakiejś zasranej wdzięczności. Możemy robić te cholerne zdjęcia?! – krzyknęła. – spieszy mi się.
***
- Jutro masz cały dzień przymiarki, więc nic nie planuj. Wszystko musi być idealne na za tydzień. – Marie zatrzymała ją, kiedy ta przekraczała próg budynku. – dwa dni przed wyjazdem też musisz mieć przymiarki i pamiętaj! Nie możesz przytyć! - ostrzegła ją tymi słowami co zwykle przed ważnym pokazem.
Modelka skinęła głową i skierowała się do przejścia dla pieszych po prawej stronie od wyjścia ze studia. Włosy lekko powiewały jej na wietrze spowodowanym zbyt szybkim ruchem aut. Spojrzała na swój telefon, ale rozładował się on, więc schowała go do torebki i ruszyła przed siebie. Była zdziwiona, że o tej porze nie widzi zatłoczonych ulic Nowego Jorku, a prawie puste ulice przez które co jakiś czas z wielką prędkością przejeżdża auto.
- Bieber ma w pobliżu koncert, czy jak? – szepnęła do siebie zdziwiona niecodziennym zjawiskiem. Ruszyła przez przejście dla pieszych od razu kiedy zobaczyła zielone światło. W pewnym momencie usłyszała szybko pędzący samochód w jej stronę, więc odskoczyła do tyłu z przerażeniem i kiedy ponownie z przerażeniem spojrzała przed siebie, nie zobaczyła już nic.
- No z takim wyrzutem, to doleciałabym do Biebera na scenę. – szepnęła zlękniona, a zaraz potem zaczęła się śmiać z własnej głupoty. Kto normalny po uniknięciu śmierci myśli o tym jak daleko jego ciało poleciałoby, gdyby rozpędzony samochód w nie uderzył. Raczej nikt o zdrowych zmysłach.
Karlie rozpromieniona poszła przed siebie i bardzo szybko znalazła się pod swoim domem.
- To co Alex?! Na zakupy?! – dziewczyna krzyknęła wchodząc do mieszkania. – Nie uwierzysz, co mi się przed chwilą przytrafiła – zaczęła się cicho śmiać. – co tak ładnie pachnie? – rozebrała się z płaszczyka, buty ustawiła równo na wycieraczce i skierowała się do kuchni. Po drodze podziwiała swoje CZYSTE mieszkanie. Ono takie nie było odkąd się tu wprowadziła.
- Wow. – skomentowała błyszczące panele w holu, po czym przeszła do jej celu.
W kuchni było jeszcze lepiej, poza tym przepięknie pachniało pysznym domowym obiadem, którego tak naprawdę nie jadła od ponad roku.
- Cześć. – przywitała ją przyjaciółka pokazując na krzesło przy blacie. – siadaj i jedz, bo ci wystygnie. – uśmiechnęła się do niej i zdjęła fartuszek.
- To ja miałam w tym domu jakiś fartuch? – zdziwiła się blondynka i zaczęła jeść posiłek.
- Tak, leżał z nie używanymi jeszcze ręcznikami.
- Alexis. – modelka usiadła prosto i przestała przeżuwać kęs, który przed chwilą znalazł się w jej ustach. – nie potrzebnie sprzątałaś. Jak mi wstyd.. mogłam sama to zrobić przed twoim przyjazdem. Wiedziałam, że o czymś zapomniałam! – krzyknęła i uderzyła się w czoło.
Brunetka się z niej śmiała i jednocześnie wyszła z kuchni.
- Za 30 minut jedziemy na zakupy, moja zapracowana przyjaciółko. – krzyknęła z łazienki.
Karlie zaczęła myśleć o tym jak się wygłupiła przed Alex. Po zjedzeniu dokładnie pozmywała naczynia, osuszyła je i schowała do odpowiedniej szafki.
Dwadzieścia minut później obie były odświeżone i gotowe do ogromnych zakupów.
~~~
Cześć Wszystkim! Tu Annie. Mam nadzieję, że rozdział Wam się spodobał. Przepraszam, że  pojawia się on z takim opóźnieniem, ale miałyśmy w ostatnim czasie sporo na głowie. Ponadto zaczęłyśmy się zastanawiać nad tym, czy ktokolwiek czyta nasze opowiadanie. Jeśli macie chwilkę czasu to napiszcie nam co o nim sądzicie, co możemy poprawić i tak dalej, proszę. To dodaje powera i chęci do pisania, wierzcie mi na słowo. Dziękujemy za wszystko i kochamy Was <3 

Juka&Annie

+ jeśli chcecie być informowani o nowych notkach po prostu kliknijcie follow na naszym koncie @karliesworld lub zostawcie w komentarzu nazwę swojego twittera <3