- Halo? – Samatha odeprała po trzech sygnałach.
- Cześć. – Justin uśmiechnął się sam do siebie. – Miałabyś czas spotkać się ze starym przyjacielem? – spytał skubiąc kawałek białej, obcisłej koszulki.
- Jasne. Przyjedziesz po mnie pod szkołę za dwa dni? Kończę zajęcia koło 3 po południu.- zaproponowała.
- Nie ma sprawy, wyślij mi adres smsem. – mówił ożywiony.
Jeszcze chwilę pogawędzili i dziewczyna się rozłączyła.
Sam jest niską brunetką, o ciemno-brązowych oczach. Justin miał do niej wielki sentyment. Jego pierwsza, nieodwzajemniona miłość. Minęło sporo lat, ponieważ kiedy Justin zaczynał karierę, jej już od ponad roku nie było w jego życiu. Stracili kontakt, on sam nie wie dlaczego i myślał, że to już na zawsze, że nigdy jej nie spotka, a teraz jest bardzo ciekaw jak potoczyło się jej życie.
***
Dźwięk smsa rozniósł się po całym pomieszczeniu, jednak nikogo w nim nie było i chwilę później można było słyszeć ciszę i jakieś przytłumione odgłosy dochodzące z końca korytarza.
- Karlie! Skup się! Za tydzień masz pokaz w Paryżu i musisz do niego ćwiczyć! Jezu! Co z tym dzieckiem się dzieje! – krzyczała Marie.
- Dobra. Jasne, ale w moim domu czeka na mnie przyjaciółka, więc trochę mi się spieszy. – odwarknęła.
- Trochę profesjonalizmu dziewczyno. Nie jesteś tutaj znowu taka strasznie ważna.. – zaczął menager Biebera, który wyłonił się zza kilku innych osób.
- Oh cóż! Założymy się? – zakpiła z niego. Dziewczyna od dawna, nie miała szacunku prawie do nikogo. Nie ważne czy starszy i czy bardziej doświadczony, ona musiała być górą. – Beze mnie nie zrobilibyście nic. Jestem wam potrzebna. – mówiła opanowana z lekkim uśmiechem.
- Wiesz ile dziewczyn chciałoby być na twoim miejscu? Wcale nie jesteś tak bardzo od nich lepsza, po prostu musiałyby trochę poćwiczyć, ale byłyby na pewno bardziej wdzięczne niż ty za taką szansę. Bo wystąpienie w dwóch najważniejszych kreacjach wieczoru na pokazie jednego z najwybitniejszych projektantów na świecie jest ogromną szansą. – menegerka próbowała jej objaśnić kilka spraw.
- Nie gorączkuj się Marie. Gdyby można było mnie tak łatwo zastąpić jakąś pierwszą lepszą, to dawno byście to zrobili i nie wciskajcie mi kitów o jakiejś zasranej wdzięczności. Możemy robić te cholerne zdjęcia?! – krzyknęła. – spieszy mi się.
***
- Jutro masz cały dzień przymiarki, więc nic nie planuj. Wszystko musi być idealne na za tydzień. – Marie zatrzymała ją, kiedy ta przekraczała próg budynku. – dwa dni przed wyjazdem też musisz mieć przymiarki i pamiętaj! Nie możesz przytyć! - ostrzegła ją tymi słowami co zwykle przed ważnym pokazem.
Modelka skinęła głową i skierowała się do przejścia dla pieszych po prawej stronie od wyjścia ze studia. Włosy lekko powiewały jej na wietrze spowodowanym zbyt szybkim ruchem aut. Spojrzała na swój telefon, ale rozładował się on, więc schowała go do torebki i ruszyła przed siebie. Była zdziwiona, że o tej porze nie widzi zatłoczonych ulic Nowego Jorku, a prawie puste ulice przez które co jakiś czas z wielką prędkością przejeżdża auto.
- Bieber ma w pobliżu koncert, czy jak? – szepnęła do siebie zdziwiona niecodziennym zjawiskiem. Ruszyła przez przejście dla pieszych od razu kiedy zobaczyła zielone światło. W pewnym momencie usłyszała szybko pędzący samochód w jej stronę, więc odskoczyła do tyłu z przerażeniem i kiedy ponownie z przerażeniem spojrzała przed siebie, nie zobaczyła już nic.
- No z takim wyrzutem, to doleciałabym do Biebera na scenę. – szepnęła zlękniona, a zaraz potem zaczęła się śmiać z własnej głupoty. Kto normalny po uniknięciu śmierci myśli o tym jak daleko jego ciało poleciałoby, gdyby rozpędzony samochód w nie uderzył. Raczej nikt o zdrowych zmysłach.
Karlie rozpromieniona poszła przed siebie i bardzo szybko znalazła się pod swoim domem.
- To co Alex?! Na zakupy?! – dziewczyna krzyknęła wchodząc do mieszkania. – Nie uwierzysz, co mi się przed chwilą przytrafiła – zaczęła się cicho śmiać. – co tak ładnie pachnie? – rozebrała się z płaszczyka, buty ustawiła równo na wycieraczce i skierowała się do kuchni. Po drodze podziwiała swoje CZYSTE mieszkanie. Ono takie nie było odkąd się tu wprowadziła.
- Wow. – skomentowała błyszczące panele w holu, po czym przeszła do jej celu.
W kuchni było jeszcze lepiej, poza tym przepięknie pachniało pysznym domowym obiadem, którego tak naprawdę nie jadła od ponad roku.
- Cześć. – przywitała ją przyjaciółka pokazując na krzesło przy blacie. – siadaj i jedz, bo ci wystygnie. – uśmiechnęła się do niej i zdjęła fartuszek.
- To ja miałam w tym domu jakiś fartuch? – zdziwiła się blondynka i zaczęła jeść posiłek.
- Tak, leżał z nie używanymi jeszcze ręcznikami.
- Alexis. – modelka usiadła prosto i przestała przeżuwać kęs, który przed chwilą znalazł się w jej ustach. – nie potrzebnie sprzątałaś. Jak mi wstyd.. mogłam sama to zrobić przed twoim przyjazdem. Wiedziałam, że o czymś zapomniałam! – krzyknęła i uderzyła się w czoło.
Brunetka się z niej śmiała i jednocześnie wyszła z kuchni.
- Za 30 minut jedziemy na zakupy, moja zapracowana przyjaciółko. – krzyknęła z łazienki.
Karlie zaczęła myśleć o tym jak się wygłupiła przed Alex. Po zjedzeniu dokładnie pozmywała naczynia, osuszyła je i schowała do odpowiedniej szafki.
Dwadzieścia minut później obie były odświeżone i gotowe do ogromnych zakupów.
- Cześć. – Justin uśmiechnął się sam do siebie. – Miałabyś czas spotkać się ze starym przyjacielem? – spytał skubiąc kawałek białej, obcisłej koszulki.
- Jasne. Przyjedziesz po mnie pod szkołę za dwa dni? Kończę zajęcia koło 3 po południu.- zaproponowała.
- Nie ma sprawy, wyślij mi adres smsem. – mówił ożywiony.
Jeszcze chwilę pogawędzili i dziewczyna się rozłączyła.
Sam jest niską brunetką, o ciemno-brązowych oczach. Justin miał do niej wielki sentyment. Jego pierwsza, nieodwzajemniona miłość. Minęło sporo lat, ponieważ kiedy Justin zaczynał karierę, jej już od ponad roku nie było w jego życiu. Stracili kontakt, on sam nie wie dlaczego i myślał, że to już na zawsze, że nigdy jej nie spotka, a teraz jest bardzo ciekaw jak potoczyło się jej życie.
***
Dźwięk smsa rozniósł się po całym pomieszczeniu, jednak nikogo w nim nie było i chwilę później można było słyszeć ciszę i jakieś przytłumione odgłosy dochodzące z końca korytarza.
- Karlie! Skup się! Za tydzień masz pokaz w Paryżu i musisz do niego ćwiczyć! Jezu! Co z tym dzieckiem się dzieje! – krzyczała Marie.
- Dobra. Jasne, ale w moim domu czeka na mnie przyjaciółka, więc trochę mi się spieszy. – odwarknęła.
- Trochę profesjonalizmu dziewczyno. Nie jesteś tutaj znowu taka strasznie ważna.. – zaczął menager Biebera, który wyłonił się zza kilku innych osób.
- Oh cóż! Założymy się? – zakpiła z niego. Dziewczyna od dawna, nie miała szacunku prawie do nikogo. Nie ważne czy starszy i czy bardziej doświadczony, ona musiała być górą. – Beze mnie nie zrobilibyście nic. Jestem wam potrzebna. – mówiła opanowana z lekkim uśmiechem.
- Wiesz ile dziewczyn chciałoby być na twoim miejscu? Wcale nie jesteś tak bardzo od nich lepsza, po prostu musiałyby trochę poćwiczyć, ale byłyby na pewno bardziej wdzięczne niż ty za taką szansę. Bo wystąpienie w dwóch najważniejszych kreacjach wieczoru na pokazie jednego z najwybitniejszych projektantów na świecie jest ogromną szansą. – menegerka próbowała jej objaśnić kilka spraw.
- Nie gorączkuj się Marie. Gdyby można było mnie tak łatwo zastąpić jakąś pierwszą lepszą, to dawno byście to zrobili i nie wciskajcie mi kitów o jakiejś zasranej wdzięczności. Możemy robić te cholerne zdjęcia?! – krzyknęła. – spieszy mi się.
***
- Jutro masz cały dzień przymiarki, więc nic nie planuj. Wszystko musi być idealne na za tydzień. – Marie zatrzymała ją, kiedy ta przekraczała próg budynku. – dwa dni przed wyjazdem też musisz mieć przymiarki i pamiętaj! Nie możesz przytyć! - ostrzegła ją tymi słowami co zwykle przed ważnym pokazem.
Modelka skinęła głową i skierowała się do przejścia dla pieszych po prawej stronie od wyjścia ze studia. Włosy lekko powiewały jej na wietrze spowodowanym zbyt szybkim ruchem aut. Spojrzała na swój telefon, ale rozładował się on, więc schowała go do torebki i ruszyła przed siebie. Była zdziwiona, że o tej porze nie widzi zatłoczonych ulic Nowego Jorku, a prawie puste ulice przez które co jakiś czas z wielką prędkością przejeżdża auto.
- Bieber ma w pobliżu koncert, czy jak? – szepnęła do siebie zdziwiona niecodziennym zjawiskiem. Ruszyła przez przejście dla pieszych od razu kiedy zobaczyła zielone światło. W pewnym momencie usłyszała szybko pędzący samochód w jej stronę, więc odskoczyła do tyłu z przerażeniem i kiedy ponownie z przerażeniem spojrzała przed siebie, nie zobaczyła już nic.
- No z takim wyrzutem, to doleciałabym do Biebera na scenę. – szepnęła zlękniona, a zaraz potem zaczęła się śmiać z własnej głupoty. Kto normalny po uniknięciu śmierci myśli o tym jak daleko jego ciało poleciałoby, gdyby rozpędzony samochód w nie uderzył. Raczej nikt o zdrowych zmysłach.
Karlie rozpromieniona poszła przed siebie i bardzo szybko znalazła się pod swoim domem.
- To co Alex?! Na zakupy?! – dziewczyna krzyknęła wchodząc do mieszkania. – Nie uwierzysz, co mi się przed chwilą przytrafiła – zaczęła się cicho śmiać. – co tak ładnie pachnie? – rozebrała się z płaszczyka, buty ustawiła równo na wycieraczce i skierowała się do kuchni. Po drodze podziwiała swoje CZYSTE mieszkanie. Ono takie nie było odkąd się tu wprowadziła.
- Wow. – skomentowała błyszczące panele w holu, po czym przeszła do jej celu.
W kuchni było jeszcze lepiej, poza tym przepięknie pachniało pysznym domowym obiadem, którego tak naprawdę nie jadła od ponad roku.
- Cześć. – przywitała ją przyjaciółka pokazując na krzesło przy blacie. – siadaj i jedz, bo ci wystygnie. – uśmiechnęła się do niej i zdjęła fartuszek.
- To ja miałam w tym domu jakiś fartuch? – zdziwiła się blondynka i zaczęła jeść posiłek.
- Tak, leżał z nie używanymi jeszcze ręcznikami.
- Alexis. – modelka usiadła prosto i przestała przeżuwać kęs, który przed chwilą znalazł się w jej ustach. – nie potrzebnie sprzątałaś. Jak mi wstyd.. mogłam sama to zrobić przed twoim przyjazdem. Wiedziałam, że o czymś zapomniałam! – krzyknęła i uderzyła się w czoło.
Brunetka się z niej śmiała i jednocześnie wyszła z kuchni.
- Za 30 minut jedziemy na zakupy, moja zapracowana przyjaciółko. – krzyknęła z łazienki.
Karlie zaczęła myśleć o tym jak się wygłupiła przed Alex. Po zjedzeniu dokładnie pozmywała naczynia, osuszyła je i schowała do odpowiedniej szafki.
Dwadzieścia minut później obie były odświeżone i gotowe do ogromnych zakupów.
~~~
Cześć Wszystkim! Tu Annie. Mam nadzieję, że rozdział Wam się spodobał. Przepraszam, że pojawia się on z takim opóźnieniem, ale miałyśmy w ostatnim czasie sporo na głowie. Ponadto zaczęłyśmy się zastanawiać nad tym, czy ktokolwiek czyta nasze opowiadanie. Jeśli macie chwilkę czasu to napiszcie nam co o nim sądzicie, co możemy poprawić i tak dalej, proszę. To dodaje powera i chęci do pisania, wierzcie mi na słowo. Dziękujemy za wszystko i kochamy Was <3
Juka&Annie
+ jeśli chcecie być informowani o nowych notkach po prostu kliknijcie follow na naszym koncie @karliesworld lub zostawcie w komentarzu nazwę swojego twittera <3
Jak zwykle mi się podoba, ponieważ uwielbiam to opowiadania. Jak już wcześniej mówiłam pomysł jest inny niż wszystkie inny i to wyróżnia waszą pracę dlatego tak bardzo lubię tutaj zaglądać. Chcę tylko więcej Karlie i Justina :D Och i jestem bardzo ciekawa czy Samatha zagości na dłużej w życiu biebsa. Także życzę niekończących się pomysłów i czekam na kolejny rozdział! :)
OdpowiedzUsuńsuper nie moge doczekać się nn :)
OdpowiedzUsuń